poniedziałek, 24 października 2016
piszczel, nie żebro
odszedłeś, a świat kręci się
zgodnie z ruchem twoich wskazówek.
trochę ciepła, gdy zatną się werki,
rozchodzi się z przeciągłym west
tchnieniem. odeszłam
od pozostawionych przy zdrowych
zmysłach, a świat
nie wyhamował - wpadł na wielki
pomysł. (odtąd będę cię witać w gorsecie
klepsydry).
przeczucie
wszystko potoczy się naturalnie
natalnie (ta, natalnie!)
na nie
pociąg nas zbije
z pantałyku
panta-rei
partnerstwa
i panterkowych pantalonów -
a wszystko w rytm totakto
wyścigów kół wzajemnej ab-
dominacji i powolności
z wyłączoną abs-trakcją
piątek, 14 października 2016
w stogu sjeny palonej. z ekranu płynie strużka dni
spotkałyśmy się na cmentarzu komunałów,
huśtałaś się na źdźble
trawy, stryczku warkotnej ko-
mety. lecz choćbyś była moją śmiercią,
źdźbłem w oku
czasu – jego serce wybiega z głębokich
pszczelin, pełne snu
jak makówka, gotowe
na seans.
jajko pokoju
opowiem ci o twarzy strąconej w przepaść
przez przypadek. o ma(sz)karonicznych
maskach maskary – masowej karze za
narodziny. opowiem ci o społeczności –
zegarze i społeczeństwie – maszynie
termodynamicznej. chcę żyć w tym
pierwszym, a zamiast tego zabijam cię w afekcie
cieplarnianym. zmieszaj więc cyfry arabskie
z rzymskimi, zmartwychwstanie z metem-
psychozą, tłok z werkami, wskazówkę
z rozwlekłym wprowadzeniem
w błąd. a cuckoo* wylosuje jajo
-głową lunę ze szpary w krat
erze i puści ją w niebo –
jak
* cuckoo – kukułka, wariat(ka)
Etykiety:
afekt cieplarniany,
cyfry,
jajko,
kukułka,
maski,
otchłań,
reinkarnacja,
religia,
społeczeństwo-maszyna termodynamiczna,
społeczność-zegar,
zegar
niedziela, 9 października 2016
tysiąc i jedna (1-3)
1.
Są dni jak czerwona wyrwa w bruku ulicznym, i to był jeden z nich. Dni jak dżin unoszący się ponad czasem, kiedy wszystko wydaje się cytatem, kiedy każdy cytat wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. Kiedy jestem głodna cytatów, i żaden cytat nie zaspokoi mojego głodu. Dlatego chcę je z siebie wydrzeć, na głodzie złożyć w kolejny kawałek papieru. Ale one już są w innej opowieści, patrzą na nie inne białka innych oczu.
2. (mandala)
Mam taki sen, że nie jestem u
siebie. Włamuję się do nieswoich mieszkań, aby w nich spać. Kiedy budzę
się rano, jestem już zwykle w innym mieszkaniu, znowu nie u siebie.
W dzień jestem ślimakiem. Muszę naczytać się życia, żeby w ogóle pamiętać je żyć. Noszę na plecach spiralę i śmierć. Noszę na plecach połyskliwy powrót, każdej nocy w inne miejsce. To świat się przekręcił,
kiedy żyłam na pamięć. Nie obchodzę pogrzebów, obchodzę potrzeby
(zwłaszcza - swoje własne). Zamykam je co dzień w innym bagażniku obcej jawy, z rurą wydechową skierowaną do środka czasu.
3.
Ani
linearność, ani kłącze światła. Musi być oświetlenie ukazujące barwę
twoich oczu, gdy odjąć od oczu binokle. Musi być ciemność powijająca
przesmyki księżycia. Nie kompozycja, a dekompozycja. Nie patrzenie, a
opatrywanie. To, co się zacznie, nigdy się nie skończyło.3.
Etykiety:
buddyzm,
cytaty,
czytanie,
głód,
Izabela Filipiak,
jawa,
księżycie,
mandala,
medytacja,
miniatury prozopoetyckie,
muszle,
oczy,
pogrzeb,
potrzeby,
Robbe-Grillet,
rura wydechowa,
ślimak,
śmierć
sobota, 8 października 2016
hole
pamiętać czeluść
znaczy dotknąć jej brzegów
bezinteresownym szarodziejstwem
zasypać czubato
otchłanie światłem
pamiętać przepaść
zanim
przyjdzie zapłacić przekraczalne
sobota, 17 września 2016
Jolanta Zarębska (Zola111) - Szeptucha poezji
Jolanta Zarębska, znana na Portalu
Pisarskim jako Zola111, jest tego miejsca wielką – nie tylko
poetycką – Osobowością. Pisze wspaniałe recenzje i komentarze,
służy innym radą dotyczącą twórczości, ma dla wszystkich
mnóstwo ciepła i serdeczności. Przede wszystkim jednak od siedmiu
co najmniej lat daje się poznać jako niezwykle utalentowana poetka,
i właśnie jej twórczości lirycznej chcę poświęcić ten
miniesej.
Jolanta Zarębska wydała w 2012 roku
tom wierszy „Śpiewam i milczę”, który sam w sobie wart jest
osobnego omówienia. Tu chciałabym się jednak skupić na wybranych
(pochodzących zarówno ze wspomnianego zbioru, jak i spośród
tekstów lirycznych publikowanych w internecie) utworach, które
najbardziej mnie zafascynowały: oscylujących wokół szeroko
rozumianych doświadczeń granicznych.
Pierwszym tomikowym wierszem
przynoszącym dotknięcie tamtej strony jest rymowa Dama.
Już pierwsza strofa urzeka oryginalnością poetyckiej wizji:
szykuję się na tamten brzeg,
tak, żeby mnie nie zaskoczyła,
ta, co za nami szyła ścieg,
a była przedtem, zawsze, była.1
Jak widać, tytułowa personifikacja
śmierci stanowi połączenie postaci trzech greckich Mojr czy też
rzymskich Parek: przędącej Kloto, czuwającej nad długością nici
Lachesis i przecinającej tę nić nożycami Atropos. Jak pisał
Martine Courtois w eseju „Pani śmierć”, „imię Atropos, które
dziś jest nazwą ćmy nocnej zwanej także t r u p i ą c z a s z
k ą, w naszej literaturze desygnowało śmierć”.2
Jednakże, z opisu szyjącej za nami ścieg, wyłania się u
Jolanty Zarębskiej także obraz ludzi jako przeciwnych
(rozerwanych?) „pół jednego ubrania”, które dopiero tytułowa
Dama zespala ze sobą. Wizja iście kojąca, a przecież –
przyprawiająca o ciarki. Aby zrozumieć, jak na poziomie
mitologicznym doszło do tego „rozerwania”, można by przywołać
fragment wiersza Joanny Mueller, w którym, mówiąc o „zabłąkaniu
[ludzi] w przeciwległe bieguny semantyczne”, przedstawia własną
wersję Genesis:
„(...)
A staliśmy się przecież pionkami
bogów.
Rozdzielono nas
drgnięciem twojej dłoni,
gdy sięgając po dłuto,
chwyciłeś glinę.
Dlatego nie ranieniem kamienia
mnie stwarzałeś,
lecz palców muskaniem.
Przez co jest człowiek –
pytasz.
– Przez to, że cierpi.
Teraz rozumiesz...?” 3
By lepiej skonceptualizować sobie
pointę Damy, warto z kolei sięgnąć do początku eseju
Michela Vovelle „Historia ludzi w zwierciadle śmierci”:
„Historia śmierci jest może dlatego
właśnie tak fascynująca – chodzi o to, by sytuację odwrócić i
czytać tę wymianę spojrzeń na wspak; wychodząc od śmierci i od
stosunku ludzkości do śmierci, odnaleźć człowieka, uchwycić
jego reakcję na owo przejście, które nie toleruje żadnej próby
oszukania go”.
tłumaczącego dobrze zarówno końcowy
zwrot w sytuacji peelki, jak i – podany nie bez ironii – cały
humanizm klęski projektu oswojenia Nieuniknionego:
dziś miałam ją w tych samych
rękach,
które pędziły za spełnionym.
lecz szyba niefortunnie pękła.
i znowu jestem nie z tej strony.
Nie bez przyczyny rozpoczęłam pracę
od omówienia utworu nastrajającego tak transgresyjnie 4.
Jolanta Zarębska jest bowiem – by posłużyć się tytułem jej
własnego wiersza – liryczną Szeptuchą, bez problemu
przekraczającą granice (za)światów. Szeptuchami nazywa się na
Podlasiu starsze kobiety, które leczą chorych za pomocą szeptania,
łącząc w ten sposób tradycję prawosławnej modlitwy z pamięcią
pogańskich wiedźm – „tych, które mają wiedzę”.
Jolanta Zarębska także leczy – niekiedy z nadmiernej pewności
siebie, jak w utworze Dumna, zaczynającym się od słów:
a ja wiedziałam, że on nie
wyprowadzi cię z Hadesu.
ważne, jak się wyprawiał!
wyprowiantowany przez matkę i
sąsiadki,
słyszał:
jaki dzielny! jak umie kochać!
jakie pieśni o tęsknocie śpiewa,
żeby przebłagać fatum!
jaki jest piękny w nieszczęściu!
ile ryzykuje! może przecież nie
wrócić!
Jak widać, peelka zwraca się do
mitycznej Eurydyki. „Zagubienie” tej ostatniej po drodze przez
Orfeusza okazuje się lustrzanie symetrycznym odbiciem jego
pogrążenia się w miłości własnej:
i poszłaś.
za nim.
zanim wywiódł cię z mroku,
upuścił z rąk kitarę.
schylił się, by odzyskać
ukochany
instrument.
wtedy zobaczył ciebie,
zupełnie przez przypadek.
i zadrżała trwoga
nie tylko w Hadesie,
a ty zobaczyłaś w lustrze
siebie i jego.
(lustro ustawiono tam przez
przypadek).
i zawróciłaś.
Zniknięcie Eurydyki odzwierciedla
jeszcze inne odwrócenie. W eseju „Narodziny przez śmierć”
Regis Debray pisze: „Zwróćmy się zatem w stronę Greków i ich
słonecznej kultury, do tego stopnia rozkochanej w życiu i
patrzeniu, że jedno mieszało się z drugim: dla starożytnego Greka
żyć to nie, jak dla nas, oddychać, lecz patrzeć, a umrzeć – to
stracić wzrok. My mówimy >>ostatnie tchnienie<<, oni:
>>ostatnie spojrzenie<<. Oślepić wroga to gorzej niż
go wykastrować”. U Jolanty Zarębskiej jest dokładnie przeciwnie:
zobaczyć znaczy utracić życie; spojrzenie w lustro powoduje wszak
powrót Eurydyki do królestwa umarłych.
O związkach obrazu ze śmiercią
pisze dalej – na poły aporetycznie – Debray: „Ceramicy ateńscy
przedstawiali niekiedy narodziny obrazu w postaci miniaturowego
wojownika, wydobywającego się z grobu żołnierza, który zginął
w boju, to znaczy najpiękniejszą śmiercią. Obraz świadczyłby
więc tutaj o triumfie życia nad śmiercią, odniesionym dzięki
śmierci. (…) Znak pochodzi od sema, kamień nagrobny. U
Homera sema cheein to wznosić grobowiec. Znak, po którym
rozpoznajemy grób, poprzedza i wprowadza znak podobieństwa”. Ta
derywacja obrazu czy – szerzej – sztuki „od grobów, a potem
(po jej wygaśnięciu) – od ponownego pobudzenia do życia przez
śmierć”, stwarza ryzyko prób zawłaszczenia przez innych naszych
obrazów w celu uzyskania symbolicznej władzy nad śmiercią,
wywołania „transferu dusz”. To właśnie, jak się wydaje, casus
Orfeusza z Dumnej, czy zdradliwego kochanka, przed
którym tytułowa znachorka ostrzega w Szeptusze:
wywlecze z ciebie duszę,
rozrzuci po miastach, wsiach,
skopiuje i wklei
we własne bezurodzaje.
albo wytrze gębę, zakurzone
lustro.
porzuci jak kukułcze jaje, byle
dalej
od sumienia.
W eseju „Tworzenie tanatologii”
Louis-Vincent Thomas pisze o dokonanym przez Michela Fromageta
antropologicznym rozróżnieniu „trzech ukształtowanych
historycznie sposobów” postrzegania śmierci: śmierci
macierzyńskiej, śmierci jako agresji oraz śmierci jako sankcji.
Pierwszy z nich – śmierć macierzyńska – wiąże się z
„powrotem do Ziemi-Matki, z perspektywą odrodzenia się w łonie
kobiety należącej do tego samego rodu” i wynikłymi stąd
„strachem, rozstaniem, ale także ufnością, spokojem
wewnętrznym”. Temu sposobowi przeżywania ludzkiego umierania w
myśli psychoanalitycznej odpowiada instynktowne id. W
kontekście kolejnego niezwykłego, reprezentującego ten typ
podejścia do śmierci, utworu Jolanty Zarębskiej pt. Cieśnina,
który przytoczę w całości:
za tą ścianą jest
wolność.
prawdziwa wiara i moc.
musisz jedynie przejść
przez oko sieci.
- kiedy pierwszym razem przeciskałeś
się przez wilgne ciepło,
instynktownie zmierzałeś do
światła. tajemna siła parła
do dziedziny sukcesu, choć miało
tam być sucho
i znacznie zimniej. Bolało.
- drugi raz nakazał zmierzyć się
z lepkością
urodzinowego tortu. jak nie
przetknąć palca
przez koronkę bitej śmietaną
słodkiego sekretu?
Musiałeś.
- kolejne przetkwienie znaczył
wstyd i zdobycie bastionu
obopólnej zgody, pokonanej jak
mur, czemu głowa
nie poradzi.
- dziś przebijasz się przez kruchą
tkankę
na drugą stronę. nogami do
przodu. ledwo pamiętasz
rozkaz: w stronę światła,
durniu, w stronę
światła!
istotna wydaje się przede wszystkim
psychoanalityczna interpretacja NDE („near death experience”,
czyli doświadczenia bliskiego śmierci), zgodnie z którą:
„Ciemny tunel to odbicie fantazmatu
opuszczenia (śmierć jest początkiem podróży), ale symbolizuje
również przebycie dróg rodnych kobiety przez noworodka; defilada
wspomnień to odtworzenie życia przed jego utraceniem; (…);
wejście w krąg światła odpowiada odczuciu oceanicznemu, o którym
mówi Freud”.
W ten sposób wizja poetki okazuje się
dużo bliższa psychologii umierania niż np. – stanowiący do
pewnego stopnia jej negatyw – obraz zawarty w wierszu „Wieczór
zanim zapadnie” Joanny Kulmowej:
„Tak uczyni się szpara w
materialnych przestrzeniach
żeby wieczór
żeby anioł
przeszedł”.5
Opisane psychoanalityczne konotacje
nie kłócą się w poezji Jolanty Zarębskiej ze snuciem rozmaitych
– wywodzących się z różnych tradycji religijnych – wizji
eschatologicznych. Jeden z wariantów pośmiertnego losu człowieka
(a co najmniej: jego duchowego „pierwiastka”) przedstawia wiersz
pt. Natalia. W stanowiącym fragment „imiennego” cyklu,
inspirowanym etymologicznym znaczeniem imienia utworze poetka ukazuje
bohaterkę podporządkowującą sobie wszystkie żywioły.
Przypomnijmy, że koncepcja, zgodnie z którą świat – zarówno
widzialny, jak i niewidzialny – składa się z czterech żywiołów:
powietrza, wody, ognia i ziemi, przynależy m. in. filozofii
buddyjskiej. Tytułowa Natalia:
nie zlęknie się wichury. (…)
każdą powódź zatrzyma pryzmami
piasku z klepsydry. (…);
poradzi sobie z ogniem (…)
kontroluje uniesienia.;
błoto, rzucane mimochodem w twarz,
nałoży jednym godnym spojrzeniem. (…)
wykorzysta jak maseczkę
kosmetyczną”.
Jak widać, bohaterka jest z żywiołami
za pan brat i na ich wzajemnym uzupełnianiu buduje swoją wiedzę o
świecie i tworzy własne sposoby na przetrwanie. Istnieje wszakże
coś, co może tę egzystencję złamać:
pokona ją dopiero sceptycyzm, brak
wiary, że wszystko można zmienić.
cofnąć słowa, rzucone pod wiatr,
wyznania, jak lanie wody,
płonące zapewnienia, pieniądze,
wyrzucone w błoto.
To „piąty żywioł”, domena
zwątpienia i zaprzeczenia, okaże się dla Natalii zabójczy.
Jednakże, wzmagająca jeszcze niesamowitość takiego scenariusza
pointa:
poznasz ją po znamieniu.
zrezygnowała z przyjścia na świat.
świadczy o podwójnej roli
sceptycyzmu: jako czynnika unicestwiającego i jako klucza, który
otwiera przed bohaterką inne (także dlatego, że odmienne od
zakorzenionych w Europie wierzeń eschatologicznych, a bliskie
buddyjskiej wierze w reinkarnację i bardo6) światy.
Poezja Jolanty Zarębskiej to wreszcie
miejsce najbardziej niezwykłe, bo spotkania – w wielu przypadkach
autobiograficznie skonstruowanej – peelki z... duchami Zmarłych
Bliskich. Niezależnie od tego, czy dochodzi doń w specjalnych
obrzędach a la pogańskie Dziady (zasiadam do stołu z duchami
przodków w utworze Kto jada samotnie, samotnie umiera),
czy – przy okazji różnych zdarzeń z życia codziennego (a
babcia Hania patrzy na mnie z nieba / grozi palcem, przymruża czarne
oczy w wierszu Durnowata), więź ta okazuje się
fenomenem niezwykle cennym i głęboko poruszającym, przy tym
wszystkim zaś – zaskakująco naturalnym.
Rzec można, że poetka najpełniej –
bo własnym życiopisaniem – zaświadcza sens najwyższej możliwej
afirmacji istoty ludzkiej, którą Krystyna Miłobędzka ujęła w
zwięzłym zdaniu: „kocham cię razem z twoją śmiercią”.7
______________________________________________________________
1 cytaty kursywą
pochodzą z twórczości Jolanty Zarębskiej;
2 cytaty w cudzysłowach,
o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą z esejów zamieszczonych w
książce „Wymiary śmierci”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria,
Gdańsk 2002;
3 fragment wiersza
Joanny Mueller o incipicie * (– Przez co jest człowiek? –
pytam...), zamieszczonego w dwutygodniku edukacyjnym „Cogito” pod
koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku;
4 „Twórcą koncepcji
transgresyjnej jest J. Kozielecki, który określa transgresję jako
>>zjawisko polegające na tym, że człowiek intencjonalnie
wychodzi poza to czym jest i co posiada<<”. (cyt. za:
http://www.szkolnictwo.pl/index.php?id=PU9722
). „W ramach psychotransgresjonizmu [Kozielecki] formułuje
koncepcje człowieka transgresyjnego, czyli człowieka
wielowymiarowego, który posiada zdolność przekraczania granic
materialnych, społecznych i symbolicznych”. (cyt. za:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Transgresja_(psychologia)
).
5 fragment wiersza
Joanny Kulmowej „Wieczór zanim zapadnie”, cyt. za: Agnieszak
Czyżak, „Kiedy zrzucę spękaną chitynę. Poezja przeciw materii”
[w:] „Cielesność w polskiej poezji najnowszej”, Wydawnictwo
Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2010;
6 „bardo – w
dosłownym tłumaczeniu: >>stan pośredni<< (…);
najczęściej używa się w odniesieniu do stanu pośredniego między
śmiercią a kolejnymi narodzinami” (cyt. za: Dorota Bachmann,
„Szum” – słowniczek);
7 Krystyna Miłobędzka,
wiersz z tomu „Po krzyku”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)