Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniatury prozopoetyckie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniatury prozopoetyckie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 października 2016

tysiąc i jedna (1-3)


1.
Są dni jak czerwona wyrwa w bruku ulicznym, i to był jeden z nich. Dni jak dżin unoszący się ponad czasem, kiedy wszystko wydaje się cytatem, kiedy każdy cytat wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. Kiedy jestem głodna cytatów, i żaden cytat nie zaspokoi mojego głodu. Dlatego chcę je z siebie wydrzeć, na głodzie złożyć w kolejny kawałek papieru. Ale one już są w innej opowieści, patrzą na nie inne białka innych oczu.


2. (mandala)


Mam taki sen, że nie jestem u siebie. Włamuję się do nieswoich mieszkań, aby w nich spać. Kiedy budzę się rano, jestem już zwykle w innym mieszkaniu, znowu nie u siebie.
W dzień jestem ślimakiem. Muszę naczytać się życia, żeby w ogóle pamiętać je żyć. Noszę na plecach spiralę i śmierć. Noszę na plecach połyskliwy powrót, każdej nocy w inne miejsce. To świat się przekręcił, kiedy żyłam na pamięć. Nie obchodzę pogrzebów, obchodzę potrzeby (zwłaszcza - swoje własne). Zamykam je co dzień w innym bagażniku obcej jawy, z rurą wydechową skierowaną do środka czasu.


3.
Ani linearność, ani kłącze światła. Musi być oświetlenie ukazujące barwę twoich oczu, gdy odjąć od oczu binokle. Musi być ciemność powijająca przesmyki księżycia. Nie kompozycja, a dekompozycja. Nie patrzenie, a opatrywanie. To, co się zacznie, nigdy się nie skończyło.


sobota, 4 lipca 2015

Z listów niewys(y)ła(l)nych 2


        Jesteś jedną z nielicznych osób, co do których mam wrażenie, że ich nie znam, i nigdy nie znałam. Pytanie tylko, czy Ty masz ochotę mnie poznać? Z całym dobro- i złodziejstwem inwentarza (przez złodziejstwo mam na myśli, że ukradnę Ci serce – ukradkiem, jak to jest możliwe tylko w czasie future perfect). Ale, czy przyszło Ci do głowy, że osoba, która podsyca nadzieję, ryzykuje nie tylko tym, że nigdy jej nie nasyci – także tym, że drugi człowiek się na nią nadzieje? Dlaczego o tym mówię? A dlaczego nie rozmawiać, nie zwielokratniać kakofonii głosów szukających swojego (opę)tańca?


sobota, 13 czerwca 2015

Z listów niewys(y)ła(l)nych



Dla mnie jesteś bardzo wartościowym człowiekiem, m. in. dlatego, że nie zgadzasz się na wartościowanie. To trochę jak w stwierdzeniu:

„There are two kinds of people in the world: those who divide the world into two kinds of people and those who don't”.

Nie widzę nic złego w takiej dwu-znaczności, w ogóle – jeśli jesteśmy przy liczbach – trzy jest tą, której wyłącznie nie lubię (podobnie, jak najbardziej nie lubię czerwieni). Ostatnio przeczytałam coś takiego o trójce:

    „Duchem świętym wszelkich trójc i triad zawsze jest ironia. Mówimy o tym samym duchu, który niestrudzenie oscyluje nad wodami. Choćby w tej chwili spójrzmy na morza i rzeki, na jeziora i oceany. Oscyluje? Oscyluje.
    Ludzie dowcipnego serca potrafią się nawet opalać przy tych opalizujących oscylacjach”.

/Andrzej Sosnowski/

i ironicznie stwierdzam: w trójkątach jest zawsze najwięcej czerwieni. Szczęśliwi, którzy tego nie widzą, bo trójka jest dla nich tym, czym była dla mnie, nim w wieku 10 lat wynalazłam kolory samogłosek, spółgłosek i cyfr, by zdziwić się mocno dekadę później, odkrywając synestezje Rimbauda. Od tego czasu cierpię na dziwną symbólimię, która (przepraszam, nie będzie to miłe porównanie) każe mi wyrzucać z siebie wciąż te same zestawy symboli w różnych wariacjach. Bo mój rozwój arytmetyczny zakończył się z powyższych powodów na cyfrze dwa, potem już tylko widywałam rozmaite rzeczy (i nie były to rozwiązania).

A teraz, o godzinie 8., odwracam ją na plecy, by zobaczyć nieskończoność.



niedziela, 26 kwietnia 2015

rozleczenie


        Nie potrzebuję takiego konkre... Takiego konkretynizmu. Syna psy nerwowe, potraktowane naczelnym ketrelem, pozostawiają tylko psychostrupy. Tylko psychotrupy. Wszystkiego najlepszego – kolejny
smutny dzień wywoływania Alicji
na tę stronę lustra.


czwartek, 27 lutego 2014

ocalineczki


Zrobiło mi się wszystko jedno. Nie wycieram okularów, chociaż moje oczy wymiotują jak po wódce z relanium, wywracając się niczym procenty. Płacz jest dziś zarezerwowany dla szczęścia, ewentualnie pocieszonego nieszczęścia. Też bym chciała, żeby ktoś mnie pocieszył, ale obawiam się, że musielibyśmy rozmawiać na migi: on - ?, ja - krzywy uśmiech i kropka. Z emoticones* wyrastają najbardziej kłujące igły świata.

Zrobiło mi się wszystko jedno. Nie wycieram okularów. Zawsze można by przecież przegapić coś ewe-mentalnego. Łzy dają dodatkowy efekt lupy.

Zrobiło mi się wszystko.



* cones (ang.) - szyszki


sobota, 15 lutego 2014

wariacje


preludium
Spędzam dzień jak płód: w głębi siebie, niechętnie. Wiedziałam już, co znaczy, że muzyka potrafi zabijać: struny słońca na twoich policzkach. Najciekawsze jest to, że po śmierci muzyka wcale nie cichnie. Jest nawet czystsza, sama w sobie, choć zarazem słychać wyraźnie wszystkie zakłócenia. Oczywiście miałam na myśli: po śmierci duszy. Słychać wtedy tylko dwa rodzaje dźwięków: doskonałą symfonię i szuranie krzeseł.


kołysanka dla meteoru
Opowiedzieć szaleństwo. Ciśnie się zdanie: szaleństwo to nie narracja. Racja. Szaleństwo jest mało malownicze, ledwie lingwistyczne, przygodnie przygodowe. Jest ziarnem, z którego wyrasta słodki owoc, rzuconym poza Ziemię. Ziarnko obrasta lodem, wróci meteorem.
Meteoryt. Meta-ryt, który będzie się odtąd bezskutecznie wybielać. Już nigdy tabula rasa, już zawsze fabula... To bardzo nużące... Zaśnij, meteorku! Sza, lonely!... 

środa, 29 stycznia 2014

(T)RÓJ


siedzę i piszę do ciebie, to kill a dead man*. słucham nie tego, co słyszę. omen słuchowy: Sara, you're a poet in my heart!** to najpiękniejsze wyznanie, jakie umiem sobie wyobrazić, niech się schowają brzydkie słowa na "k"! nie czytam tego, co czytam. non stop czytam Joyce'a. stop. w wannie. stop. uli SOS. to mi coś przypomina. rzeczy wist ość - ?




* piosenka Portishead
** z piosenki "Sara" Fleetwood Mac


wtorek, 13 sierpnia 2013

STÓŁ

           
   Stół stoi – i widzę stół. Nic ponadto. Nie widzę idei stołu, nie widzę wszystkiego, co może się na nim znaleźć. Stół mnie odsyła do stołu, a stół jak stoi, tak stał. Bez polotu. Stół stoi stale. Stoi stojący stół. Boże! Widzę Boga. Nic ponadto. Żadnej idei Boga ani Wszystkiego, czym może Się stać. Po prostu Bóg. Kompletnie bez polotu. O dobrze wyrzeźbionych rysach i wyciosanej sylwetce. Konkretny jak stół. Idealny przedmiot wiecznej obserwacji... Bóg siada za stołem. Poprawia okulary. Chrząka i rzuca swym konkretnym tonem:
Więc mówi pani, że widuje pani Boga...?


(tekst wyróżniony w 2012 r. w III Konkursie poezji i prozy poetyckiej organizowanym przez Stowarzyszenie Działające na Rzecz Osób Chorych Psychicznie i ich Rodzin "ARKA")