piątek, 23 października 2015
oxymortals*
jestem – dziewczyna ze szkła
wypalanego igłą
mrozu w karbidowych po-
światach. to tylko popołudnie,
kiedy nie mam nazwy,
jak przedmiot objęty klauzulą
taj(al)ności. używam
wypasionych na roz-
łąkach słów pierwszego
kontaktu, do którego ładuję groty
sroczych piór, srebrnych tele-
patyków. i odtąd nie będzie mnie już
na linii ognia
przyprawiającego chłód o gwiazdozbiory
gęsiej skórki.
* angielski neologizm, coś jak „tlenni śmiertelnicy”
wtorek, 13 października 2015
choroba królewska*
w dziwnej, (ponad-)
czasowej próżni
zachorowałam na
człowieka. cóż,
nie znałam
go dotąd, więc nie
byłam
uodporniona.
człowiek ów
próbował się
podszyć
pod gruby płaszcz
ziemski, ale mu się
nie udało.
przy okazji, wyszło
na jaw,
że ziemi też nie
posiadam
więcej, niż
pokrywa
moja drobna
stopa. – dokąd
idę?** do diabła z
logiką formalną –
normalnie
mnie nie wpuszczono
w maliny. nastąpiła selekcja
naturalna. malinowy
król
poczeka.
daremnie.
____________________________________________________
* choroba
królewska – schizofrenia
** parafraza
cytatu z „Pielgrzyma” Norwida:
„Przecież i ja
ziemi tyle mam,
ile jej stopa ma
pokrywa –
dopokąd idę!”
piątek, 28 sierpnia 2015
*** (powiemy słowa brzydkie...)
powiemy słowa brzydkie,
żeby już nigdy nie wróciły. wyrazy
takie, jak: sztafirować,
nadziany, konkubent. zmienimy
je w szafir.
będziemy dwiema pętelkami
i guzik: nigdy więcej nie
założą tu szubienic. niczego
nie wymurują (to już murowane). ukryjesz nas
w szubie.
czytasz myśli?
tylko te, które trzeba dek-
lamować. wyszy-
jemy prawdziwe słowa, ciepłą mannę
po wiek.wtorek, 25 sierpnia 2015
waleria
podobno jestem chora. czas biega
wokół mnie,
ale ja go nie chcę. chcę przestrzeni,
w której widziałam gwiazdę twojego
pępka – Omphalos. omszały kamień,
świecący w ciemności własnym
światem. napar
ze złotych kropel osiadłych
na pięciolianie.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
*** [to lustro...]
to lustro ma fakturę mojej skóry,
tętno regulowane od-
biciem mojego serca. to lustro bywa pragnieniem
przeżycia, przestąpienia n(i)eoznaczonego
srebrnego środka
symetrii. to lustro jest złamaną
k(rajca)r(k)ą* pośrodku
wielkiego przerębla powietrza.
to lustro krzyczy całym sobą:
tak, jesteście wewnątrz
olbrzymiej klepsydry – słońce wystawi wam
za to fakturę... – nic więcej nie
słychać; czasem widać wtedy tylko
uciekające zajączki.
czwartek, 20 sierpnia 2015
czas lokalny
chłód lustra na policzkach –
to wieczór mnie bezcześni
dzień popołudził się długo
-(w)szem i wobec
bezliku zalakowanych mglnięć
alarmowych zwiercił się we
mnie wiąz
(grupa parafialna wystawia truchełka)
mode: litwa
boże
którego nie masz
komu
ozłabić
bo nikt nie chce
być zabawionym
od święta
boże
jak kropla
nad żeby
i innymi żon
kilami
rozmarz mnie i rozmaż
niczym dzieło sztuki
performatywno-abstrakcyjnej
niech klej-wielokropek
zamknie usta( )wi(e)cznie
rozorane
pięściolinią
ćwierćnud
_____________________________________
mode (ang.) – sposób
Subskrybuj:
Posty (Atom)